

Próbowałem się ostatnio zapisać do endokrynologa. Spędziłem dwa dni wisząc na słuchawce telefonu i obdzwaniając dziesiątki przychodni w warszawie. Muzyczki automatycznych sekretarek znam już na pamięć i mogę ułożyć z nich przebojów listę…
W większości przypadków – a mam skierowanie na cito – proponowano mi terminy za około 150 dni – czyli za ponad pół roku, co wskazuje na zapaść systemu zdrowia w Polsce – ale o tym porozmawiamy innym razem. Wreszcie udało mi się znaleźć przychodnię, w której termin był… na za dwa tygodnie.
Ostatecznie, wymęczony wielogodzinnym wiszeniem na słuchawce zadałem sobie pytanie: dlaczego tak jest, że jeśli chodzi o kontrolę nas płatników ZUSu to rządzący już parę lat temu przygotowali zintegrowany system zwany EWUS, a jeśli chodzi o rejestrowanie wizyt u lekarzy to nadal jesteśmy w połowie XX wieku?
Mamy kompletny bajzel, każda przychodnia działa sobie a muzą, a strona informacyjna NFZ o dostępności wizyt u lekarzy to zwyczajna parodia systemu. Informacje tam są przeterminowane bowiem funkcjonuje ona na zasadzie deklaracji – wypełnianych przez panie sekretarki z przychodni. Informacje zatem są kompletnie nieaktualne i nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.
Ale zadajmy sobie pytanie idące dalej:
Dlaczego tak jest, że żeby zapisać się na wizytę do lekarza to muszę zająć swój czas wisząc na telefonie (i odsłuchując listę przebojów), dodzwonić się, a następnie zająć czas pani recepcjonistki, która nic innego nie zrobi jak tylko wypełni niezbędne pola moimi danymi i wpisze mnie w kalendarz? Przecież całą tę procedurę można wykonać bez udziału osoby drugiej i bez dzwonienia. Są przychodnie, które oferują zapisy przez Internet, ale każdy z tych systemów jest inny – jeden bardziej przejrzysty inny mniej. Co więcej dotarcie poprzez strony WWW do opcji zapisu internetowego jest często wyzwaniem nawet dla mnie – a wychowałem się na komputerach. Można się w tym wszystkim pogubić i nie sposób wybrać najlepszą (najszybszą) dla siebie opcję.
Współczesne rozwiązanie na miarę XXI wieku powinno być:
- Systemem zintegrowanym i automatycznym – nie wymagającym ręcznego wypełniania dostępnych godzin przez sekretarki z setek tysięcy przychodni. Ogólnopolską bazą danych realizowaną na serwerach NFZ.
- Mieć bardzo przejrzysty i łatwy w użyciu interfejs – dostępny dla ludzi starszego pokolenia
- Opcjonalny call-center dla osób wykluczonych internetowo lub mających duże problemy z korzystaniem z Internetu. Ale powiedzmy sobie jasno – mój 73 letni ojciec korzysta z poczty i gra w brydża na swoim rachitycznym komputerze. Jeśli interfejs będzie prosty to 99% społeczeństwa z niego skorzysta w końcu to, co trzeba zrobić to wybrać:
-
- – specjalizację lekarza
- – miasto lub inny preferowany obszar
- – wybrać sobie w ładnym kalendarzu datę wizyty, spośród dostępnych
- – a następnie wpisać swój PESEL i numer skierowania. Tyle.
-
- No właśnie, powinno oferować przejrzysty kalendarz z wynikami dostępnych dat i godzin. Kalendarz powinien być zawężany w zależności od tego jak szeroki obszar wybierzemy: nasze miasto, nasze województwo itp. – kilka prostych opcji wyboru.
W efekcie, zamiast wydzwaniać po przychodniach, powinienem sobie wejść w wyszukiwarkę NFZtu – o stałym i jednym dla wszystkich adresie WWW – otrzymać przejrzysty kalendarz z terminami, wybrać termin i wpisać swoje dane. Jedna zintegrowana baza. Co by to dało? Policzmy benefity bo jest ich całkiem sporo:
- Oszczędzenie czasu i nerwów mi – pacjentowi
- Oszczędzenie czasu recepcjonistek – ich czas będzie mógł być przeznaczony na inne działania administracyjne placówki zamiast na wiszenie na telefonie.
- Lepszy rozkład obłożeń lekarzy – w moim przypadku różnica między placówkami wynosiła od ponad roku (przypominam, że na cito!) do dwóch tygodni. Jeśli nie muszę wydzwaniać po placówkach, które znam lub które znajomy znajomego zna to w efekcie mój wybór i wybory innych pacjentów rozłożą się po dostępnych placówkach bardziej równomiernie.
- Zapisanie się na naprawdę najszybszy termin. Jeśli bardzo by mi zależało na błyskawicznej wizycie, a mógłbym dojechać, to nic nie stoi na przeszkodzie w zapisaniu się w przychodni poza Warszawą. Czemu nie. Mam pełny podgląd dostępnych terminów i lokalizacji.
Oczywiście musielibyśmy liczyć na to, żeby przynajmniej interfejs systemu dla pacjenta wykonany był nie przez osobę kaleką informatycznie (tak jak to jest na przykład z pocztą dla profilu zaufanego) lub przez siostrzeńca prezesa tylko naprawdę jak przystało na XXI wiek przez profesjonalną firmę, z uwzględnieniem testów na grupach fokusowych różnych wersji interfejsu. No, ale powiedzmy sobie prawdę. Czy w dobie Sasina, Macierewicza, Glapińskiego czy Czarnka – nazwiska dowolnie dobrane – takie marzenie jest w ogóle możliwe do spełnienia?
Pozostaję więc z wami w marzeniach o światłej demokracji i FUNKCJONALIZMIE w tworzeniu prawa.





